wtorek, 17 października 2017

#66

wubba lubba dub dub

Patrzcie patrzcie, kolejny post, chyba nikt się nie spodziewał.
Fakt, że pisanie posta jest dla mnie jakimś wielkim osiągnięciem sprawia, że uświadamiam sobie, jak bardzo smutne jest moje życie.

Poza tym, zaczęłam zbierać Beanie Boos.
To znaczy, nie tyle co zbierać (zbyt drogie), ale staram się kupować gdy tylko mam okazję :")


Macie tutaj zdjęcie Candy z pluszakiem szkoda że to nie świeżak :")
Zrobiłam je jakieś tysiąc lat temu ale co tam xD

Więc dzisiaj opowiem Wam historię z wakacji o tym, jak zgubiłam LPSa.
Usiądźcie przy ognisku, weźcie jakieś pianki czy coś, i zaczynajmy.

No więc tak.
Jak pewnie niektórzy z Was, jak nie większość, wiecie istnieje coś takiego jak Jarmark Dominikański.
Jeżdżę tam praktycznie co roku i wydaję zdecydowanie więcej pieniędzy niż powinnam, szczególnie ostatnio, jak pojawiły się LPSy.
Ale zanim właściwie tam pojechałam, odwiedziłam jakieś tam muzeum które mnie nie obchodzi parę dni wcześniej. Kiedy już skończyliśmy, postanowiłam się udać na dwie sekundy na Jarmark.
Po krótkiej chwili zwróciłam uwagę na stoisko z pluszkowymi pokemonami, ale zauważyłam, że z tyłu są również LPS.
Niestety musiałam już iść.

No i tak.
Parę dni do przodu i przyjeżdżamy na Jarmark.
Ja cała roztrzęsiona bo co jeśli ktoś wykupił wszystkie petki które mi się podobały i będę musiała odejść z niczym.
Więc tak stoję.
I próbuję wybrać.
I się nie udaje.
W końcu idę ze znajomymi popatrzeć na noże i nazistowskie hełmy. Wiecie, totalnie oryginalne hełmy, wcale nie podrobione.
Po jakimś czasie wracam i stoję przez tym stoiskiem.
I stoję.
I próbuję się zdecydować.
I nic.
W końcu widzę że jakaś dziewczyna odchodzi z chiuauą #731 lub #963, w sumie nie wiem, nie przyjrzałam się.
I zorientowałam się, że ten kształt LPSów istnieje, i w sumie żadnego nie mam.
Patrzę.
I jest jedna, ostatnia.


Po prostu w idealnym stanie, bez żadnych rys, niczego.
I tylko za 10 złotych.
Szybko wyjmuję portfel i szybko daję pieniądze, jednocześnie praktycznie przytulając tą figurkę żeby broń Boże nikt nie zabrał, chociaż pewnie i tak nikt tego nie zrobi.
Szybko ją biorę i idę do samochodu, cały czas trzymając ją aby nie wypadła z kieszeni.

W drodze do domu wymyśliłam jej imię, charakter, historię- słowem wszystko.
Heck, już myślałam co takiego napiszę w notce.
Miała mieć na imię Eve, przyjaźnić się z Shone i mieć niezwykły talent do śpiewania.
Więc wracamy do domu, idziemy do restauracji i w ogóle super.

Wieczorem jesteśmy u znajomych, i wracamy do domu bo burza idzie (tak to były te nawałnice bo tym razem zostawałam w kościerzynie :^)))
I w tym momencie, o dwudziestej kurwa trzeciej orientuję się, że nie mam torby.
Miałam tam wszystko-2dsa, telefon, legitymację, i tak, Eve.
Nie ma jej w hotelu znajomych, nie ma jej w samochodzie- nigdzie.
I orientuję się, że jedyne miejsce gdzie może być torba, to w restauracji.
Szkoda tylko, że jestem od niej oddalona o ponad dwadzieścia kilometrów, i właśnie idzie burza.
No dobra postanawiamy jechać tam jutro.

Przez noc psuje nam się prąd, woda, drzewa padają, a sąsiedzi mają zmiażdżony samochód.
Więc jak już w końcu się obudziłam, to nie mogliśmy wyjechać :))))))
Musieliśmy pomagać z piłowaniem przewróconych drzew przez ponad trzy godziny i potem dopiero mogliśmy się udać do Kościerzyny.

Wbijamy do restauracji.
-Czy macie państwo taką torbę którą ktoś zostawił??
-Taką z reniferem??
-Tak, tą.
-No to mamy.
Po czym oddają mi torbę.
Wszystko pięknie ładnie, ale jak wracam do domu, orientuję się, że nie mam Eve.
Szukałam w plecaku, innych torbach, pod łóżkiem, w samochodzie, ale jej nie ma.

No więc tak.

RIP Eve.
2017-2017
Nie zasługiwałaś na tak marny los.
Zapalcie znicze w komentarzach czy coś.

I to moi drodzy, była historia o tym jak zgubiłam LPSa mniej niż dzień po tym jak go kupiłam.
*zjada ostatnią piankę i gasi ognisko*

wubba lubba dub dub

2 komentarze: